zapasy z rzeczywistością![]() | ||||||
| ||||||
Tresć zamieszczona za zgoda autora. Copyrights by Simon G. Powell Strona autora: www.island.org/prescience/ Copyrights przekładu cjuchu Prolog (w tłumaczeniu) Rozdział 1 - Spożywanie Ciała Boga (w tłumaczeniu) Rozdział 2 - Starożytna forma wspólnoty Rozdział 3 - Psilocybina wpływa i wypływa z zachodniego umysłu Rozdział 4 - Badanie alchemicznej powłoki Ziemi Rozdział 5 - Grzyby a synapsy Rozdział 6 - Esencja swiadomosci Rozdział 7 - Wszechswiat informacji Rozdział 8 - Czy wszechswiat oblicza? Rozdział 9 - Zapasy z rzeczywistoscia Rozdział 10 - Neoszamańska kulminacja (w tłumaczeniu) Epilog (w tłumaczeniu) Zapasy z rzeczywistościąby Simon G. PowellNaszym celem jest dowiedzieć się teraz więcej o naturze i intencji inteligencji czającej się pozornie za kulisami trwającego procesu rzeczywistości. Inteligencja ta zdaje się być siłą przyczynową napędzającą tworzenie stabilnych i trwałych wzorców informacji na całej przestrzeni tkanki Natury. Te wzorce informacji zdają się zachowywać według różnych układów logiki takich jak "fizyko-logika", "chemio-logika", "bio-logika" oraz "psycho-logika". W każdym przypadku, proces wzorcujący jest w pełni naturalny i prowadzi do zjawisk takich jak gwiazdy, związki molekularne, organizmy i pomysły. Przytoczone powyżej formy logiki są obliczeniowe, językopodobne i operują wewnątrz oraz na szczególnych systemach informacji, systemach zamkniętych w sobie w rodzaju zagnieżdżonej hierarchii. Językopodobna logika fizyki oddziałuje jako substrat, w którym pojawia się językopodobna logika chemii. Z kolei językopodobna logika chemii urzeczywistnia językopodobną logikę biologii molekularnej. I tak dalej. Ostatecznie, wysoce zaawansowana bio-logika wiedzie do mózgów uosabiających wzorce informacji, które nazywamy umysłami. Świadome umysły są następnie zdolne do refleksji nad inteligencją, która z pewnością zarządza tak zdumiewająco twórczymi procesami. Wszystkie formy logiki muszą wywodzić się z jakiejś oryginalnej i fundamentalnej własności Natury, własności, którą najlepiej wyjaśnić odwołując się do nieludzko rozmyślnej inteligencji, dokładnie tej samej inteligencji, którą wyostrzają enteogeny w rodzaju psilocybiny. Możemy śmiało nawiązać do tego donkiszotowskiego rozumowania, ale jako do będącego jednym z następstw fantastycznej hipotezy. Fantastyczna hipoteza postrzega rzeczywistość, lub Naturę, jako znaczący oraz inteligentny system w przeciwieństwie do jakiegoś bezmyślnego przypadku prowadzącego do nikąd. Według tej fantastycznej hipotezy, jesteśmy wplecieni w zorganizowany przepływ informacji, wzajemnie połączonej, w której czeka nas chwalebne i spektakularne przeznaczenie. Jeśli naturalną skłonnością Wszechświata jest sprzyjanie integracji coraz większej ilości informacji, to, jak w przypadku grawitacji w sferze "fizycznej" przyciągającej do siebie atomy i pierwiastki, wynikiem tej skłonności w sferze ludzkiej świadomości może być powołanie do życia swego rodzaju "prawdziwego rozwiązania" w rodzaju ostatecznego wzorca lądującego na miejscu. Taka fantastyczna hipoteza została wprowadzona przeciwko przeważającej hipotezie zerowej, posępnego stanu sytuacji, w którym nasz Wszechświat jest przypadkowy, ale jednym z nieskończoności, i w którym ziemskie doznanie psilocybinowe jest niczym więcej jak pułapkowym odchyleniem odwracającym naszą uwagę od pilniejszych trosk. Przypadkiem, w którym programy emerytalne oraz gromadzenie mienia mają znaczenie jedynie w sposób tymczasowy. Jednakże, naprawdę jasnym (czasem wręcz oczywistym) wydaje się, że Naturę przenika jakaś tajemniczo inteligentna obecność. Widzieliśmy, że życie i świadomość od samego początku miały przeznaczone wyłonić się z Uniwersalistycznego Obliczenia w wielu miejscach przestrzeni kosmosu. Ponieważ tu teraz jesteśmy i zdaliśmy sobie sprawę z zapierającej dech w piersiach sytuacji, w którą jesteśmy tak intymnie zaangażowani, możemy słusznie wymagać, by tajemnica Inności wyjawiała się nam bardziej szczegółowo. W ten sposób naszymi dochodzeniami nabraliśmy rozpędu, by doprowadzić nas do całkowicie nowego terytorium. Nie ma sensu teraz ustępować. Gdybym się zatrzymał przed zrobieniem ostatniego skoku w przestrzeń idei, to byłbym niczym więcej, jak psychedelicznym homme fatale, wycofującym założenie nim osiągnięty został klimaks godny materii naszego przedmiotu. To że przyjęliśmy, że zrobiona z informacji Inność może się manifestować w indywidualnej psyche poprzez nośnik świętych roślin i grzybów nie jest być może takie kontrowersyjne. W efekcie ten "typ inteligencji" był rodzajem abstrakcyjnej naukowopodobnej poduszki, na której odpoczęły nasze naciągnięte umysły jak tylko zostały uznane wizjonerskie skutki środków enteogennych i ich konsekwencje. Podczas gdy nastawieni religijnie mogą być silnie zaznajomieni z taką komfortową i uspokajającą poduszką, ci z nas, którzy wystrzegają się tradycyjnej religii mogą tylko chcieć podtrzymać ideę swego rodzaju inteligencji poza i ponad Homo sapiens, jak długo idea ta może być właściwie rozwijana. Jest to szczególnie ważne, gdy nie chłonęło się osobiście numinotycznej mocy ukrytej w enteogenach organicznych. Każdy może sugerować lub przypuszczać, że rzeczywistość natchniona jest jakąś rozmyślną inteligencją. Wielu może ją wyczuwać. Lecz zupełnie inną kwestią jest rozwinięcie pomysłu na uzgodnienie spójnych podstaw, z którymi zrozumiemy wnioskowaną inteligencję i jej możliwe cele. Faktycznie, jeśli prowadzi się takie spekulacje do ich najdalszych krańców, ryzyko herezji i wygnanie ze społeczności naukowej może jedynie wzrastać. Jednakże, ponieważ nie mam naukowej posady do obrony, brak biura, z którego mógłbym być natychmiast wyrzucony, więc wolno mi przedstawić trochę więcej "milenijnych" pomysłów, które miejmy nadzieję zwiążą wszystko, co było do tej pory, w jakąś estetycznie ujmującą całość, co jest ostatecznie tym na co wygląda rzeczywistość - zintegrowaną całością. Więc, z otwartymi umysłami, rozważmy pomysł, że Wszechświat obdarzony jest pewnego rodzaju inteligencją obliczeniową ponad i poza inteligencją naszego gatunku. Naprzeciw opcji czy powinniśmy pójść na całość wliczając koszty przesyłkiJeśli przyjmiemy, nawet jeśli tylko na czas trwania tego rozdziału, że nasz gatunek (lub przynajmniej świadomość) jest wyznaczonym elementem jakiegoś ogromnego układu obliczeniowego, który miał być słuszny od początku czasu, to to co nas czeka w przyszłości może być w rzeczy samej świetne. Jako że jesteśmy prawdopodobnie pierwszym gatunkiem życia ziemskiego zdolnym w pełni skonfrontować tajemnicę bytu (przynajmniej poprzez sztukę i naukę), to wydaje się prawdopodobne, że nasza świadoma rola w informacyjnej hierarchii Natury musi mieć jakieś znaczenie funkcjonalne. Jeśli niektóre radykalne idee, które będę wkrótce wprowadzał mają jakiś wpływ na tę kwestię, to nasza zbiorowa przyszłość będzie co najmniej fantastyczna. Jeśli rozważymy przez moment dramatyczny przeskok w złożoności i integracji informacyjnej, która dzieli początkowe pojawienie się bakterii jednokomórkowej (wysoce złożonej samej w sobie) trzy i pół miliarda lat temu od, powiedzmy, wyłonienia się Tokyo w jego całym bogactwie aktywności informacyjnej, to co mogło wytworzyć porównywalny przeskok w ewolucji? Jeśli Natura jest gigantyczną inteligencją przetwarzającą informację, to jakie czekają nas jeszcze niespodzianki? Jakie formy zintegrowanej informacji na nas czekają? Czy świadomość może wyewoluować na jakiś nowy poziom, potwierdzający być może jakiś nowy ogólny wzorzec zintegrowanej informacji? Zanim będziemy mogli oceniać takie pytania, dobrze bliżej przyjrzeć się rodzajowi inteligencji, którą pojmujemy. Zgodnie z całą informacją, przez którą do tej pory przebrnęliśmy, mogę myśleć o 3 podstawowych opcjach dotyczących natury takiej inteligencji: albo że inteligencja istnieje na zewnątrz wymiarów normalnej rzeczywistości tak jak programista położony jest na zewnątrz systemu komputerowego; że inteligencja jest przedstawicielem jakiejś niezwykle zaawansowanej formy życia istniejącej gdzieś indziej we Wszechświecie; lub że Wszechświat jest organizmopodobny tak, że inteligencja istnieje w całej Naturze. Zdaje się, że wdarły się nam bez zaproszenia szmatławe wątki tak bardzo ukochane przez pisarzy sci-fi. W obronie takiego rozwiązania, powinniśmy pamiętać w każdym razie, że rzeczywistość jest jak fikcja. To dlaczego rzeczy istnieją w sposób w jaki istnieją w tym przesmyku kosmosu jest zdecydowanie dziwne z, lub bez psilocybinetycznej spekulacji. Faktycznie, jak wskazał Einstein, nim rzeczywistość zakończyła jego doczesną egzystencję, najbardziej niezrozumiałą rzeczą o Wszechświecie zdaje się być sama jego zrozumiałość dla ludzkiego umysłu. Sugerować, że rzeczywistość nie jest niezwykła i tajemnicza to być ofiarą hipnotycznego aspektu życia. Ponieważ jesteśmy tak uwarunkowani do rzeczywistości, generalnie jesteśmy nieświadomi faktu, że w porównaniu do większości Wszechświata, procesy integracji informacyjnej występujące tu na Ziemi są zdumiewające i w rzeczy samej fantastyczno naukowe. Faktycznie jestem przygotowany posunąć się do stwierdzenia, że nie ma "nic tak dziwnego" w trwającym procesie rzeczywistości jak ludzka historia i ludzka świadomość. Jest tak jedynie gdyż tak przywykliśmy być samoświadomymi komponentami procesu historycznego, że nie zachwycamy się ustawicznie tym faktem. Jednak po starannej refleksji, życie i jego ewolucja do czasów ludzkich mózgów ucieleśniających świadomość jest naprawdę niezwykłe i wskazuje na fakt, że Wszechświat jest celowy, że informacja ustawicznie się prze-formowuje w niezrównany i sensowny sposób zgodnie ze zwyczajem w jaki skonfigurowana jest Natura. W każdym bądź razie, zdajemy się przyjmować mnóstwo innych o wiele bardziej radykalnych poglądów na Naturę aż bez takiego szmeru niedowierzania. Nic dziwnego, że McKenna stwierdził, że wiara w wielki wybuch, w którym całe kontinuum czasoprzestrzenne wyskoczyło z niczego reprezentuje "limitowany przypadek łatwowierności ... jeśli możesz w to uwierzyć to możesz uwierzyć w cokolwiek." Dość. Jeśli wciąż nie dostrzegasz tej osobliwości rzeczywistości, to znajdź jakieś zdjęcia galaktyk i supernowych, zbadaj je dokładnie, a następnie wejdź do upakowanego pociągu w godzinach szczytu. Czy nie wyczuwasz tu dziwnego zwrotu rzeczywistości? Czy nie jest to odrobinę dziwne, że Wszechświat zrodził tak dziwne aranżacje informacji, które wygenerowały nas, czujących dwunożnych hominidów, pracowicie tuptających wokół powierzchni skały okrążającej gwiazdę? Nad tobą rozpościerają się miliardy mil przestrzeni i miliardy słońc. Także pod tobą i wokół ciebie. Jesteśmy dosłownie anomalią zawieszoną w gwiaździście migoczącej tajemnicy, której rozwiązanie pozostaje wstrzymane. Jeśli jakiś naukowiec lub filozof powie inaczej, może powie, że świadoma egzystencja jest jakimś nieistotnym wytworem Wszechświata o małym lub żadnym znaczeniu, to nieomal uderz go w nos, lub rzuć mu w twarz tartę z kremem, ponieważ jest z pewnością pogrążony we śnie lub jest automatem, którego opinia służy jedynie uszczelnianiu umysłów przed Tajemnicą. Biorąc pod uwagę wielce fikcyjną jakość istnienia takim, jakim jest, nie czuję się zbyt poruszony przedstawiając możliwą naturę inteligentnej Inności bardziej szczegółowo. W ostatecznym rozrachunku, jest to nie mniej szalone niż rozwodzenie się nad hipotezą zerową, która utrzymuje, że cała ta "nadzwyczajność" jest bez powodu. W rzeczy samej, sugerowanie, że wszystko istnieje bez ładu i składu zapewne jest szalone. Można nawet podejrzewać, że taka bezmyślna interpretacja życia i świadomości wynika z opętanej przez ego psychiki zdecydowanej opisywać siebie, i wyłącznie siebie, w zakresie wysokiej inteligencji. Powrót do gonitwy. Wspomniane wyżej trzy opcje dotyczące Inności, które powinniśmy szczegółowo omówić, w ten czy inny sposób zostały zbadane przez zmarłego pisarza sci-fi Philip'a K.Dick'a, który wykorzystał fikcję jako bezkresny środek wyrazu, w który wkłada kilka zdecydowanie mistycznych pomysłów na to, co według niego jest prawdziwą naturą rzeczywistości. Poprzez spojrzenie na niektóre ze znaczących scenariuszy powieściowych, które stworzył, będziemy mogli wyraźniej wykryć realność przynajmniej jednej z przedstawionych nam opcji. Czy psychedeliczni szamani śnią o Valis?Dla większości ludzi, P.K.Dick znany jest z filmów Łowca androidów (Blade Runner) oraz Pamięć absolutna (Total Recall), które zostały oparte na jego dziełach, ten pierwszy film był mu dedykowany przez reżysera Ridley'a Scott'a. To, co jest mniej znane to fakt, że P.K.Dick był trochę współczesnym mistykiem, człowiekiem, który spędził ostatnią dekadę lub więcej swego życia starając się dojść do porozumienia z serią doznań wizjonerskich (nie związanych z psychedelikami), które przydarzyły mu się we wczesnych latach 1970. W doznaniach tych, P.K.Dick czuł jakby komunikowała się z nim jakaś bezkresna kosmiczna inteligencja, jakby na linii było bóstwo i ujawniało tajną informację. Taki był wpływ tych teofanii, że postanowił wcielić ich treść tematyczną do wielu powieści oraz ośmio tysięczno stronicowej egzegezy. Ku konsternacji swych rówieśników P.K.Dick zaczął być nierzadko opętywany ideami "boskiej inwazji" i temu podobnych, jego ostatnie książki poświadczają o jego nasilonym zainteresowaniu teologią i filozofią teistyczną. Od jego śmierci spekulowano, że P.K.Dick cierpiał na tak zwaną padaczkę płata skroniowego - zaburzenie mózgu mogące prowadzić do doznania halucynacyjnego - i że to wyjaśnia jego kontakty mistyczne. Jednakże, odkładając na bok kontrowersyjność tego twierdzenia, nie dotyczy to palącej kwestii natychmiastowego doznania mistycznego. Etykietowanie doznania w celu jego wyjaśnienia to unikanie realności doświadczenia mistycznego, które jakkolwiek powinno się wywiązać. Faktycznie, jak zauważył Huxley w Drzwiach, nie powinniśmy być zdziwieni gdyby okazało się, że niezwykła aktywność neuronowa towarzysząca doznaniu mistycznemu istniała od zawsze, ponieważ, jak widzieliśmy, zmodyfikowane wzorce odpalania neuronowego związane są z poszerzonymi formami świadomości. Odmienione formy świadomości wymagają odmienionych procesów mózgowych, a taka zmiana w stanie mózgu może być osiągnięta na wiele różnych sposobów, czy to poprzez grzyby psilocybinowe, endogenne DMT, jogę, medytację, post, lub spontaniczne zaburzenia epileptyczne. Dlatego doznanie mistyczne nie łatwo usunąć z etykietą. Nawet przed swymi wizjonerskimi doznaniami, P.K.Dick długo walczył by odkryć prawdziwą naturę rzeczywistości. Była to jego ulubiona fascynacja. W mowie, którą wygłosił w późnych latach 1970, przyznał, że przez wszystkie lata rozmyślał nad pytaniem "czym jest rzeczywistość?", zrozumiał nic ponadto jak wnioskując, że rzeczywistość jest tym co pozostanie, nawet jeśli przestaniesz w to wierzyć. Wprawdzie cienka definicja, mimo to wskazuje, że prawdziwą naturę rzeczywistości nie tak łatwo zdefiniować. P.K.Dick żonglował niezliczoną ilością wyjaśnień dla swych doznań mistycznych. Niektóre dotyczyły Boga typu Judeochrześcijańskiego, inne obejmowały Logos przedstawiony w pewnych ewangeliach gnostyckich (są to "alternatywne" ewangelie wykopane w Nag Hammadi w Egipcie w 1945), podczas gdy inne optowały nawet za zaawansowaną pozaziemską inteligencją. W każdym przypadku, Dick był pewien, że "skontaktował" się z jakąś formą zaawansowanej nieziemskiej inteligencjo-Inności. Jedna z jego bardziej trwałych teorii dotyczyła VALIS, co jest akronimem dla Niezmierny Aktywny Żyjący Układ Inteligencji (Vast Active Living Intelligence System), pogląd który dokładnie zgadza się z naszą inteligentną Innością. Zgodnie z P.K.Dick'iem w tej na wpół autobiograficznej powieści o tym samym tytule, VALIS było ukrytą istotą o bezkresnej mocy i wrażliwości, infiltrującą naszą rzeczywistość poprzez nawiązywanie kontaktów z niektórymi osobami. Objawienia takie były doświadczane jako teofania. Dla naszych celów, kluczowe jest to, że VALIS było zasadniczo na zewnątrz naszego wymiaru, lecz potrafiło przenikać nasz świat. Nasuwa się pytanie o realność tego, że w innym wymiarze istnieje ponadprzeciętna inteligencja ze zdolnością wkraczania w nasz wymiar. Oto jedna z naszych fantazyjnych opcji dotycząca Inności. Aby w pełni pojąć co sugerował Dick rozważ fabułę jego uznanej powieści Ubik. W historii tej, główna grupa postaci na początku opowieści poważnie wylatuje w powietrze, a następnie jest umieszczana w swego rodzaju zbiorowej maszynie letargowej, która podtrzymuje działanie ich pewnych procesów mózgowych. W ten sposób, postaci korzystają z tego co Dick nazywa "półżyciem". Co więcej, zbiorowa natura ich półżyć gwarantuje, że doznają symulowanej rzeczywistości, rzeczywistości tak realnej, że półżyciowcy nie zdają sobie sprawy, że nie są już dłużej w "realnym świecie". To znaczy, że nie zdają sobie sprawy, że tak naprawdę są podłączeni do półżyciowej jednostki Moratorium Ukochanych Współbraci. W rzeczy samej, błędnie sądzą, że przetrwali eksplozję z jedynie kilkoma zadrapaniami. Nasze zainteresowanie rośnie, gdy widzimy co dzieje się, gdy ktoś z zewnątrz ich symulowanego systemu rzeczywistości usiłuje się z nimi porozumieć (przez standardowe słuchawki oczywiście). W pewnym momencie opowieści, z bohaterem Joe Chip'em, nieświadomym, że istnieje teraz w pseudorzeczywistości, kontaktuje się ktoś z "zewnątrz". Łączność ta jest doświadczana przez Chipa w jego symulowanej rzeczywistości jako przedziwne pasmo synchronicznych wydarzeń. Na przykład, zaczyna wszędzie odnajdywać ważne wiadomości - nagryzmolone na lustrach umywalni i pojawiające się na nalepkach książeczek zapałek oraz na fragmentach śmieci. Osobiste wiadomości zaczynają nawet przerywać programy telewizyjne. Krótko mówiąc, komunikator zakłócił świat Chip'a w taki sposób, że wiadomość raczej rozpowszechniała się w różnych mediach, pojawiając się w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach, niż jako potężny gromki głos pochodzący z nieba. Myślę, że był to tego rodzaju przebiegły pomysł, którego P.K.Dick używał zwykle przy wielu fikcyjnych okazjach, oddający jego poglądy na naturę VALIS. VALIS było "zewnętrzną" inteligencją zdolną przenikać nasz świat ujawniając się poprzez doznanie mistyczne i poprzez nieprawdopodobne zestawienie sensownie powiązanych wydarzeń. Czy możemy ewentualnie wykorzystać to pojęcie i nanieść je na mapę naszego pomysłu Inności? Jeśli byśmy to zrobili, to byłoby to równoznaczne z sugerowaniem, że "programista" Uniwersalistycznego Obliczenia jest w stanie "wskoczyć" w program, osiągając to do pewnego stopnia w celu wpłynięcia na przejściowy stan obliczenia. Lub być może ten transcendentny wpływ może być jedynie odczuwany w psychice, w tym przypadku wszystkie teofanie przedstawiałyby manifestacje Inności przenikającej naszą rzeczywistość. Lecz co oznacza bycie na zewnątrz systemu, na zewnątrz procesu Uniwersalistycznego Obliczenia? Czy może istnieć zewnętrze? Można sobie wyobrazić, że w przyszłości będziemy zdolni stworzyć swego rodzaju sztuczną, skomputeryzowaną rzeczywistość, może symulowany wszechświat lub wyszukany świat Rzeczywistości Wirtualnej, w który można wkroczyć na lata jeśli nie na całe życie. I pomimo faktu, że względem tak symulowanej rzeczywistości istotnie zaistnieje zewnętrze, nie możemy powiedzieć z całą pewnością, że istnieje zewnętrze dla naszej obecnej rzeczywistości. Jeśli przyjmiemy pomysł wymiaru na zewnątrz naszego świata, to napotkamy stary nieskończony regres otchłani rozpaczy, "zewnętrza" można by z pewnością kontynuować nieskończenie. Innymi słowy, jeśli inteligentna Inność istnieje na zewnątrz naszej rzeczywistości, to co leży na zewnątrz niej? To właśnie te, zdające się nie do pokonania dylematy, skłaniają mnie do myślenia, że rozwiązania Inności nie da się znaleźć odwołując się do opcji "zewnętrza systemu". Natomiast z pewnością bardziej prawdopodobnie, Inność można znaleźć mocno wplecioną wraz z nami samymi w Uniwersalistyczne Obliczenie. Jeśli ponownie ograniczymy się do tego jednego Wszechświata, wtedy przynajmniej nasz model teoretyczny będzie nieco wymuszony i skrępowany, i będzie bardziej podlegał pojedynczemu wyjaśnieniu holistycznemu. Nie zaprzecza to istnienia VALIS P.K.Dick'a, raczej umieszcza VALIS w naszej rzeczywistości. Gdzieś. Zaawansowana PozaZiemskaCzy Inność mogłaby być połączona z wysoce zaawansowaną inteligencją pozaziemską? Nie wiem jak ty, ale ja mam silną awersją do rozmów o przedwczesnych cywilizacjach PZ (PZ=ET, PozaZiemski=ExtraTerrestrial, przyp.tłum.). Być może jest to po części spowodowane częstymi, niedorzecznymi przedstawieniami obcych, wyobrażanych w filmach sci-fi (pomimo inteligentnego filmu "Kontakt" opartego na powieści zmarłego Carl'a Sagan'a). Tak czy inaczej, pomysł, że wysoce zaawansowane formy życia istnieją gdzieś we Wszechświecie jest daleki od niedopuszczalnej idei. Jak pokrótce zauważyłem we wcześniejszym rozdziale, NASA wydała miliony dolarów finansując SETI, poszukiwanie inteligencji PZ. Takie zastosowanie określenia inteligencji jest interesujące. Nie jest to szukanie życia PZ, sztuki PZ, lub nieruchomości PZ, lecz poszukiwanie inteligentnych sygnałów komunikatywnych jakiejś innej inteligencji, oddalonej od naszej. Założenie jest takie, że inteligencja jest zjawiskiem uniwersalnym, zdolnością do życia jeśli wolisz, które gdziekolwiek się nadarzy będzie podobnej natury. Ponadto, przypuszcza się, że taka inteligencja, jak nasza własna, ma silne pragnienie zakomunikowania swej obecności na przestrzeni bezkresnych głębi kosmosu w celu szukania kolejnej takiej inteligencji. To dlatego program SETI wysyła sygnały radiowe niosące formuły matematyczne (w rodzaju formuł chemicznych i liczb atomowych), które przypuszcza się mają uniwersalne znaczenie, które może być docenione przez jakąś zaawansowaną inteligencję PZ. Jeśli Ziemia wykryłaby takie sygnały z jakiegoś innego systemu gwiezdnego mogłoby to wskazywać na podobnie myślące do nas istoty. Niestety, takie sygnały nie zostały dotychczas wykryte. Nasze hipotezy o inteligencji PZ zdeterminują, w jaki sposób zabierzemy się do ustanowienia łączności międzygwiezdnej. Ponieważ znamy tylko ludzką inteligencję i ludzkie myślenie, w żadnym wypadku nie jest pewne, że obca inteligencja powinna być dokładnie taka jak nasza. Jeśli inteligencja jest zdolnością - co więcej zdolnością do okazywania celowego zachowania i celowego tworzenia rzeczy z jakimś celem w umyśle - to jeśli inteligencja ewoluuje, to mogą również ewoluować intencje inteligencji. Jeśli gdzieś we wszechświecie istnieje jedna lub więcej inteligencji zaawansowanej cywilizacji PZ, mogły wyewoluować w sposób dla nas nie do pojęcia, tak bardzo, że moglibyśmy nie dostrzec jej obecności mogącej być już z nami. Ewentualnie, taka inteligencja, mogłaby być tak daleko, że praktycznie niemożliwym jest nawiązanie skutecznej łączności. Choć ocenia się, że we Wszechświecie istnieją miliony planet potencjalnie sprzyjających procesom życiowym, większość znajduje się w odległości wielu milionów lat świetlnych. Inteligencja z jednej z tych planet powinna wysłać "standardową" wiadomość na falach radiowych, która z czasem może zostać odebrana gdzie indziej lub może wygasnąć. Jeśli odłożymy na bok pomysł audycji radiowych, wciąż można stworzyć inne rodzaje komunikacji wliczających radykalnie odmienne sposoby. Ponownie zerknę tu na naszego starego kumpla Terence'a McKennę, który zasugerował różne obce scenariusze wyjaśniające doznanie psilocybinowe. Zanim przedłożę wam jego idee, powinienem podkreślić, że McKenna lubi oscylować w swych psychedelicznych spekulacjach. Z jednej strony konsekwentnie naciskał na zorientowane na Gaję przyziemne wyjaśnienie Inności (któremu zaradzę później), podczas gdy przy innych okazjach odwoływał się do pomysłu obcej inteligencji, leżącej w sercu wizjonerskiego stanu. Zachęcił do rozważenia tak skrajnej spekulacji z uwagi na równie skrajną naturę neoszamańskiej fenomenologii. Rozumiem to i całkowicie wspieram jego twierdzenie, że Inność często zdaje się wyraźnie obca w naturze, choć jestem mniej entuzjastyczny odnośnie przypisywania tej obcej właściwości wizji do faktycznej obecności PZ. W "Prawdziwych halucynacjach" (True Hallucinations), McKenna spekuluje, że w odległej przeszłości naszą planetę mogły odwiedzić sondy obcych i wstrzyknąć "geny nasienne" w panującą ekologię. Te "geny nasienne" są porcjami DNA roślin, które kodują alkaloidy tryptaminowe takie jak psilocybina i DMT. Obce geny byłyby następnie roznoszone w ziemskim potoku ewolucyjnych wydarzeń póki nie zostałyby napotkane przez gatunek otwarty na informację transmitowaną z tych sond. Precyzyjna łączność emitowana z obcych sond będzie zależeć od inteligencji gatunku, który napotka "załadowane" rośliny. Pierwszym punktem tej kontrowersyjnej propozycji jest to, że automatyczne sondy międzygwiezdne o zdolności transmitowania informacji nie są nowym lub rażącym pomysłem. Wielu naukowców SETI, myśląc o łączności PZ oraz głównym problemie odległości galaktycznej, wywnioskowało, że jednym z rozwiązań mogłoby być zaprojektowanie samoreplikujących sond, zdolnych do powielania się w stopniu wykładniczym podczas swej podróży przez galaktykę. Poprzez taką replikację na przestrzeni eonów czasu, sieć sond zajęłaby ostatecznie całe galaktyki. Jest to intrygujący pomysł mający swe źródło w pracy Von Neumann'a, który, jeśli sobie przypomnisz, dowiódł, że można w zasadzie zaprojektować samoreplikujące maszyny. Jeśli takie maszyny mogłyby być wybudowane przez zaawansowaną technologię, to mogłyby zaoferować sposób ostatecznego nawiązania kontaktu z innymi formami życia w odległych układach gwiezdnych. McKenna pchnął ten pomysł krok dalej i uzasadnił, że gdy tego rodzaju sondy Von Neumann'a zlokalizują planety posiadające życie, to nie nadają dwójkowych sygnałów radiowych lub sygnału "Jak się macie?", lecz przeprowadzają o wiele subtelniejszą, długofalową formę komunikacji. Z punktu widzenia McKenn'y, sondy skonstruowały specyficzne geny przewodzące wiadomości, których sygnały stają się aktywne w doznaniu enteogennym wynikającym z przyswojenia owych roślin i grzybów przenoszących obce geny. W tej końcowej analizie, McKenna twierdzi, że gdy gatunek taki jak nasz własny osiągnie pewien punkt w swym rozwoju kulturowym, wtedy sondy dostarczą informacji o tym jak ukończyć kontakt. No dobrze, są to naprawdę smakowite twierdzenia. Wyczuwam w nich również ducha P.K.Dick'a, gdyż w książce VALIS pradawny satelita PZ (połączony jakoś z "zewnętrznym" VALIS) okrąża Ziemię odpalając wybiórczo informację do ludzkich mózgów. W swej istocie nie ma nic złego z takimi scenariuszami obcych sond. Przeciwnie, służą przypomnieniu, że równie dobrze to obce zaawansowane cywilizacje mogą mieć do dyspozycji radykalne technologie - ostatecznie, sami przyznajemy, że są one obce i zaawansowane - i że może ponownie powinniśmy się zastanowić jak zabrać się do wysyłania i poszukiwania sygnałów. Największy problem, jaki mam z takim scenariuszem PZ to, że zawodzi przy wyjaśnieniu znaczenia Uniwersalistycznego Oprogramowania, które jak już wiemy, związane jest z naszym istnieniem i wszystkimi formami informacyjnego wzornictwa. Ponadto, pozostajemy bez wyjaśnienia skąd taki obcy gatunek sam się wziął. Nie jest również jasne dlaczego obca inteligencja chciałaby wykorzystywać geny nasienne do nawiązania łączności. Choć potencjalnie są długotrwałe, ciągle pozostają raczej chaotyczną i zupełnie nieprzewidywalną metodą przekazywania informacji i sprowadzają bardzo poważne ryzyko całkowitego niepowodzenia spowodowanego wymarciem roślin. Jeśli taka inteligencja PZ byłaby faktycznie zdolna do zbudowania wyrafinowanych sond Von Neumann'a, by przeczesywać nimi Wszechświat, to z pewnością gdy sondy znalazłyby inteligencję wartą skontaktowania zastosowałyby raczej jakiś bezpośredni i niedwuznaczny sposób komunikacji, niż konieczność budowy genów "na miarę". I ponownie pojawia się problem wieku tych sond i odległości od ich nadawców. Jeśli taka inteligencja byłaby milion lat świetlnych stąd, to czy naprawdę realne jest by mógł być nawiązany użyteczny kontakt? Póki nie zostanie opracowana technologia szybsza od światła (co natychmiast wprowadza paradoksy) to jakakolwiek nadzieja międzygwiezdnej łączności na dystansach jakie znamy jest prawie daremna. A jeśli PZ posiada telepatię lub tego rodzaju zaawansowaną zdolność, to dlaczego w pierwszej kolejności kłopotać się nieporęcznymi sondami? Przy innych okazjach, McKenna przyznaje, że obcy jest tylko Innością w jednej z jej wielu symbolicznych postaci, i myślę, że jest to bardziej prawdopodobny argument. Jak wspominałem wcześniej, głównym symbolem, typowym dla późnego wieku 20 jest obcy lub zaawansowana PZ. Być może jest to jedna z "ulubionych" metafor Inności wyrażająca jej naturę. Jeśli tak jest, to możemy obyć się bez wszystkich poglądów na cywilizacje PZ oddalone miliony lat świetlnych stąd i skoncentrować się na naszej finalnej opcji, mianowicie, że Inność jest w jakiś sposób wbudowana w rzeczywistość jak my i że jej inteligencja nie jest daleko, ale wokół nas. Poniżej znajduje się wstęp do możliwości ostatecznej. Czy proces rzeczywistości jest inteligentny?Jednym z naukowców, który uważa, że Wszechświat jest domem bezkresnej i wysoce rozwiniętej inteligencji jest niekonwencjonalny astronom brytyjski Sir Fred Hoyle. Jednakże inteligencja pojmowana przez Hoyle'a i przedstawiona w jego interesującej książce "Inteligentny Wszechświat" (The Inteligent Universe) nie należy do jakiegoś gatunku PZ istniejącego gdzieś indziej, ani nie odwołuje się do Boga, gdyż Hoyle jest w sercu ateistą. Hoyle uważa raczej, że istnieje poprzedzająca nas inteligencja niewszechmogąca, która pomogła stworzyć życie na Ziemi. Pozwólcie wyjaśnić. Hoyle zasugerował, że życie nie zaczęło się we wrzawie gęstych pierwotnych oceanów Ziemi jak jest powszechnie akceptowane. Hoyle argumentuje zamiast tego, że przedżyciowe cząsteczki i proste mikroorganizmy istnieją w całym Wszechświecie wśród międzygwiezdnych chmur pyłowych oraz we wnętrzu komet i meteorów. Przekonanie to opiera na znanym fakcie, że komety zawierają tę samą proporcję węgla, wodoru, tlenu, oraz azotu co ziemska biosfera i dlatego zdolne są do zrodzenia powielających się prymitywnych mikroorganizmów. Poprzez "podwózkę", mikroorganizmy te zostają rozwiane na planety leżące na drodze ich kometowych gospodarzy. Ponieważ Ziemia, a co więcej każde ciało planetarne jest nieustannie bombardowane takimi kosmicznymi ciałami, jest tylko kwestią czasu nim mikroorganizmy i cząsteczki, które przetrwają swą podróż znajdą się w zrównoważonym środowisku, w którym wyewoluują dalej. Hoyle uważa, że tak zaczęło się życie na Ziemi - od zasiania przez proste formy życia i cząstki uformowane w międzygwiezdnych chmurach pyłowych i w kometach całego Wszechświata. By podtrzymać swą teorię, Hoyle wskazał, że wewnątrz kilku różnych fragmentów meteorytów, które wydobyto na Ziemi odnaleziono to, co wydaje się być skostniałymi mikroorganizmami. Ponadto, jest również tak, że wiele mikroorganizmów rozwinęło tak twardą warstwę ochronną, że zdolne są wytrzymać intensywne dawki promieniowania (odnaleziono nawet pewne bakterie ochoczo żyjące wewnątrz reaktorów atomowych!). Taka forma ochrony jest niezbędnym wymogiem, który mikroorganizmy powinny wykształcić w przestrzeni międzygwiezdnej, lecz jest niewytłumaczalną adaptacją względem warunków na Ziemi. Stwierdzono również, że mikroorganizmy istnieją do wysokości 45 mil nad powierzchnią ziemi, co jest zgodne z teorią, że Ziemia jest nieustannie bombardowana przez kosmiczne szczątki niosące życie. Hoyle idzie dalej. Nie tylko twierdzi, że życie pochodzi z kosmosu, lecz że proces ewolucyjny na naszej planecie istnieje, ponieważ został "ukierunkowany" przez nieustanne przybywanie takich mikroorganizmów. Przez ustawiczną "inwazję" mikroorganizmów, Hoyle wskazuje, że niektóre zdolne są dołączać własne DNA do organizmów napotykanych gospodarzy, tak jak wirusy funkcjonujące poprzez włączanie własnego DNA w genom gospodarza. Przy ustawicznym przybywaniu wirusopodobnych mikroorganizmów międzygwiezdnych, choć niektóre mogą być szkodliwe (pomyśl o wirusie HIV lub wirusach grypy), niektóre mogłyby z pewnością odnieść korzyści z tego, że ich DNA skutecznie przyłącza się do DNA kompatybilnego organizmu gospodarza (pomyśl o mitochondriach, wytwarzających energię w komórkach zwierzęcych, o których myśli się, że były kiedyś wolno żyjącymi organizmami bakteryjnymi, a które wykształciły związek symbiotyczny z komórkami zwierzęcymi). W ten sposób coraz więcej informacji genetycznej może być wprowadzone z niekończącego się w zasadzie źródła DNA docierającego do Ziemi z kosmosu. Na tym Hoyle nie kończy. Przy wyjaśnianiu "monstrualnych" serii kosmicznych koincydencji, które ułatwiły powstanie życia organicznego, Hoyle sugeruje, że mikroorganizmy w chmurach międzygwiezdnych wywierają również wpływ na powstawanie gwiazd i planet (za pomocą procesów fizycznych). Innymi słowy, uniwersalne procesy, które obserwujemy są wynikiem aktywnej inteligencji, która usiłuje przetrwać we Wszechświecie, którego prawa fizyki się zmieniają. Pisze: "... oczywiste koincydencje, które pozwalają istnieć życiu na bazie węgla w naszej i w innych galaktykach może okazać się tymczasowo możliwe we Wszechświecie gdzie zastosowanie praw fizycznych cały czas się zmienia. Ten punkt widzenia sugeruje....że w przyszłości Wszechświat może rozwinąć się tak, że życie na bazie węgla będzie niemożliwe, co z kolei sugeruje, że w całym wszechświecie inteligencja walczy o przetrwanie naprzeciw zmieniających się praw fizyki, i że historia życia na Ziemi musi być jedynie drobną potyczką w zawodach." Czy mamy w związku z tym wierzyć, że Uniwersalne Oprogramowanie zmienia się stopniowo i że w jakiejś odległej przeszłości potężna inteligencja skonstruowała rzeczy tak by w przyszłości życie na bazie węgla mogło eksploatować nowo obowiązujące Uniwersalne warunki? W rzeczy samej Hoyle prosi byśmy tak sądzili. Swoje myśli podsumowuje w następującym osobliwie przemożnym zdaniu, w którym tak oto stwierdza o naszym gatunku: "Jesteśmy inteligencją, która poprzedza nas w jej nowej materialnej reprezentacji - lub raczej, jesteśmy ponownym pojawieniem się tej inteligencji, najnowsze ucieleśnienie jej walki o przetrwanie." Gdy po raz pierwszy napotkałem radykalną teorię "panspermii" Hoyle'a, byłem naturalnie zakłopotany. Krótko po tym, gdy wciąż kręciło mi się w głowie, przypadkowo pojawił się pewien nowy dowód naukowy, który zdawał się wspierać przynajmniej część jego teorii. "Wiadomość z ostatniej chwili" w New Scientist oznajmiała, że w kosmosie zostały wykryte "molekuły życia". Wszystkowidzący amerykańscy radio astronomowie dostrzegli glicynę - aminokwas, oraz potencjalny element budulcowy życia organicznego - w gęstej chmurze pyłu międzygwiezdnego w pobliżu centrum naszej galaktyki, tak jak przewidziałby Hoyle. Kilka lat później w 1997, została przeanalizowana kometa Hale-Bopp'a, gdy przelatywała w pobliżu Ziemi i przekonano się, że ona także zawiera cząsteczki, z których zbudowane są aminokwasy. Dlatego nie możemy wykluczyć całej teorii Hoyle'a, i musimy bliżej rozważyć jego twierdzenia. Istotnym aspektem propozycji Hoyle'a jest to, że jest to z całą pewnością okazałe, i jak ma to miejsce stosowane, zdrowe połączenie nauki i prawie mistycznej spekulacji. Próbuje ono wyjaśnić przypadkową naturę Wszechświata poprzez uzasadnienie, że początkowa, znaczna obecność mikroorganizmów wpływa jakoś na tworzenie gwiazd i planet. Wszystko zostało zaprojektowane przez jakąś poprzednią inteligencję. Jednakże, nie wyjaśnia to gdzie lub jak pojawiła się ta poprzednia inteligencja. W rzeczywistości, Hoyle odwołuje się do tak zwanej teorii stanu stałego Wszechświata, którą sam pomógł rozwinąć w późnych latach 1940 jako alternatywę scenariusza wielkiego wybuchu (w rzeczywistości to Hoyle ukuł początkowo termin "wielki wybuch" w celu lekkiego potraktowania takiej teorii eksplozji z niczego). Alternatywna teoria stanu stałego utrzymuje, że nie było żadnego wielkiego wybuchu (tylko "małe huknięcia"), i że wszechświat istnieje bez końca. Wewnątrz tego wiecznego wszechświata inteligencja wiecznie się modyfikowała w celu przetrwania subtelnie zmieniających się praw fizyki. Hoyle wnioskuje nawet, że impuls religijny naszego gatunku powstał ponieważ narodziliśmy się z instynktem, który prowadzi nas do "pamiętania" naszego pochodzenia, instynktem wpisanym w nasze DNA przez poprzedzającą nas inteligencję. Wszystko to wydaje się bardzo staranne oraz schludne, i jestem pewien, że istnieje jakieś ziarno prawdy w teorii Hoyle'a "wiekuistej inteligencji". Jednakże elementem, którego brak jest rola i skutek środków enteogennych, oczywiście chyba że również one zostały skonstruowane przez poprzedzającą nas inteligencję. Jeśli tak, wtedy teoria Hoyle'a może nam z powodzeniem zaoferować najwyższą prawdę o rzeczywistości. Wówczas znowu, musimy zaakceptować, że Wszechświat istnieje wiecznie z zastrzeżeniem, że prawa fizyki ustawicznie się zmieniają i zmuszają inteligencję do ponownego odtwarzania się. Moim zdaniem, nie jest to estetycznie "czyste" rozwiązanie. Jak już powiedziałem, w jaki sposób inteligencja w pierwszym momencie rozwinęła taką wytworność i moc twórczą? Oraz jak i dlaczego Uniwersalistyczne oprogramowanie powinno się zmieniać? Jeśli zmieniało się ustawicznie, wtedy Wszechświatowi może grozić na pewnym etapie ryzyko całkowitej utraty istnienia w wyniku "destruktywnych" praw fizyki. A Hoyle nie ukazał przekonująco, w jaki sposób mikroorganizmy są w stanie zaplanować tworzenie gwiazd i planet, ani jak poradziły sobie ze śmiertelnym uderzeniem scenariusza wielkiego wybuchu akceptowanego obecnie przez większość kosmologów. Jak widzieliśmy, wydaje się bardziej prawdopodobne, że wszystkie kosmiczne zbiegi okoliczności, konieczne do powstania życia i świadomości zostały wpisane we Wszechświat w jego początkowym stanie w czasie wielkiego wybuchu. Jeśli tak jest, to ponownie zostajemy z tym jedynym znamiennym Uniwersalistycznym Obliczeniem nastawionym na początku. Albo, ujmując to w inny sposób, zostajemy z Naturą, systemem, w którym dążenie by zawsze i wszędzie wcielać jego informację odzwierciedla pewną inteligentną lub intencjonalną jakość systemu. Nadal jednak "inteligentny Wszechświat" Hoyle'a jest z pewnością jednym z najbardziej przekonujących scenariuszy, na które się jak dotąd natknąłem, który stara się wyjaśnić tajemnicę rzeczywistości zasadniczo pod względem naukowym, nawet mimo niepowodzenia w szczegółowym lokowaniu odmiennych stanów świadomości. Myślę, że pewne pomysły Hoyle'a można wykorzystać i je przerobić. Preludium do opcji ostatecznej jest zakończone. I tak, uzbrojeni w fantastyczną hipotezę przedstawioną na początku tego rozdziału, jesteśmy już prawie gotowi, by skupić się na tym, co uważam za najbardziej prawdopodobne i najbardziej błyskotliwe konsekwencje. Przypominając umysł gajańskiPrzy wielu okazjach wspominałem o Inności jako Umyśle Gajańskim, określeniu ukutym przez McKennę, oddającym organiczny charakter planetarny flory enteogenicznej i wizji, które często wywołuje. Święte rośliny i grzyby wydają się starannie rozmieszczonymi "kodami dostępu", które pozwalają różnym zestawom relacji informacyjnych łączyć się w mózgu, tak by czyjeś rozumienie w kontekście reszty natury zyskało wyższy szczebel. W ten sposób, jak gdyby dostrajając się do przesłoniętych skądinąd "wyższych częstotliwości" Natury, można ujrzeć tajemniczą i umyślną obecność Inności. Czy możemy więc usytuować Inność tutaj na Ziemi, wplecioną jakoś w żywą tkankę biosfery z jej dżunglami, oceanami, oraz elektronicznymi miastami? Kontemplując ewolucjęTak naprawdę dostrajanie Wszechświata następuje poprzez proces ewolucyjny, który dominuje na powierzchni Ziemi niezależnie od tego czy proces ten pierwotnie rozpoczął się na Ziemi czy w kosmosie (możemy przyznać, że Hoyle może mieć rację w swej teorii panspermii). Tak czy owak, ewolucja organiczna może być postrzegana jako proces zyskujący informację, gdyż życie wzrosło od prostoty do zdumiewającej złożoności, od względnie prostego uporządkowania organicznej informacji do uporządkowania wysoce zorganizowanego, a wszystko przez fakt, że Uniwersalistyczne Oprogramowanie jest dostrojone tak by umożliwić ewolucję życia na bazie węgla przynajmniej gdzieś we Wszechświecie. Ewolucja ta jest zasadniczo procesem zyskującym informację, co za tym idzie jest ważnym pojęciem do zapamiętania, gdyż zdobywanie informacji jest silnie powiązane z inteligentnymi systemami i stąd argumentuję, że Gaja, lub biosfera, jest po prostu takim inteligentnym systemem. W najszerszym tego słowa znaczeniu, aktualnie proces ewolucyjny jest przekazywany za pośrednictwem ludzkiej kultury. Informacja/wiedza nabyta przez naszych poprzedników może być gromadzona w książkach, folklorze, muzyce, tańcu, sieciach komputerowych, języku mówionym, etc, a to nagromadzenie informacji - wzrost zbawiennej mądrości jeśli wolisz - może być bezpośrednio przekazywane każdemu kolejnemu pokoleniu. W ten sposób dokładna informacja o świecie wzrasta w miarę malejącej niewiadomej, taki informacyjny przyrost, pozwalający naszemu gatunkowi dominować i rozumieć planetę w mgnieniu oka w porównaniu do skądinąd wolnego tempa ewolucyjnego (biologicznego) rozwoju poprzedzającego nasz gatunek. Wraz z błyskawiczną ewolucją skomputeryzowanej telekomunikacji służącej do podłączenia Ziemskiego zasobu informacji, Gaja zdaje się podłączać do bioelektronicznego superorganizmu. Nasze ciała mogą więcej nie ewoluować, lecz nasza kultura i nasza technologia tak, zwłaszcza nasza technologia łączności cyfrowej. Tak jak neurony w naszych mózgach zdolne są przekazywać sobie informację ze zdumiewającą prędkością, tak jesteśmy teraz w stanie elektronicznie "synapsować" ze sobą poprzez cały glob. Prowadzi mnie to do przekonania, iż twierdzenie, że ludzki mózg jest najbardziej złożonym organem, jaki znamy jest w rzeczywistości błędne i że to biosferyczny system gajański w swej wewnętrznie połączonej całości jest o wiele bardziej skomplikowany i zintegrowany niż pojedynczy ludzki mózg. Musi tak być. Mózg nie może być zrozumiany poprawnie póki pod uwagę nie zostanie wzięty kontekst, w jakim istnieje. Kontekst ten jest otoczeniem z jego bezkresną siecią językopodobnych relacji. Nic nie pozostaje w izolacji wewnątrz środowiska. Wszystkie organizmy wywodzą swe znaczenie i swą funkcję stosownie do roli, jaką odgrywają w całym systemie gajańskim. Tak więc to Gaja jest niewyobrażalnie bardziej złożona niż części z jakich się składa. Ponieważ ludzki mózg jest wystarczająco złożony by uosabiać intencjonalną inteligencją i ponieważ większość jego aktywności odpaleniowej może być rozumiana jedynie w świetle jego intencjonalnej inteligencji, w analogiczny sposób uważam, że możliwe jest, że sama ewolucja reprezentuje istniejącą intencję inteligencji rozpowszechnioną jakoś w całej biosferze, lub przynajmniej skoncentrowaną w biosferze (lub jakiejkolwiek biosferze, jeśli o to chodzi). Innymi słowy, trochę jak zasugerował Hoyle, ewolucyjny proces, który zdominował powierzchnię Ziemi jest zogniskowanym przejawem pewnego rodzaju inteligencji. Nie można zaprzeczyć realności selekcji naturalnej w procesie ewolucji. Bynajmniej. Przecież argumentowanie przeciw selekcji naturalnej (proces, na mocy którego pewne genetyczne wariacje i mutacje uprzywilejowane są ze względu na ich zdolność do ostatecznego utworzenia większej ilości potomstwa) to popełnienie być może kardynalnego grzechu przeciw naukom o życiu. Nie odważyłbym się zażenować w ten sposób. Nie, to co wnioskuję to, że "naturalny" komponent selekcji naturalnej reprezentuje inteligencję naturalną (niniejszym Inteligencję Naturalną) w przeciwieństwie do, powiedzmy, ludzkiej inteligencji. Jeśli selektywnie hodujemy psy lub koty, przeprowadzamy proces sztucznej selekcji, zgodnie z którym wybieramy te cechy zwierzęcia, które chcemy wzmocnić. Dlatego w przypadku hodowli selektywnej to ludzka inteligencja zarządza procesem. W systemie gajańskim w całości, naturalna selekcja zarządza procesami ewolucji na dłuższych odcinkach czasu niż te, które wymagane są przy sztucznej selekcji. Zważywszy na rozumowanie, że Natura jest zasadniczo niema, przypadkowa i bezcelowa, uważam, że w całości możemy postrzegać ją jako będącą postacią aktywnej inteligencji, choć o rzędzie wielkości znacznie przewyższającym ten, który przejawiany jest przez nasz gatunek. A przez "Naturę w jej całości", rozumiem, że powinniśmy postrzegać biosferę jako złożone kontinuum, wewnątrz którego indywidualne organizmy są w płynnym połączeniu ze sobą i z otoczeniem. Wpływy mijają na wszelkie sposoby. Istnieje tylko jeden połączony system, w którym występuje ewolucja. Pamiętasz naszą metaforę Rzeki Życia, gdzie wszelkie formy wody były częścią spójnej połączonej całości? Tak możemy myśleć teraz o Gai; jak o reprezentującej pojedynczy inteligentny układ, w którym informacja zintegrowana jest w coraz to większych wzorcach złożoności. Ponadto, selekcja Naturalna może być interpretowana jako Naturalna Inteligencja przy pracy, całkiem dosłownie, odpowiedź Natury na swą własną znamienną konfigurację kontekstową. Natura jest ekspertem w nadawaniu sobie sensuJeśli Gaja reprezentuje inteligencję będącą przy pracy, innymi słowy, inteligentną reakcję Natury na jej własną zrozumiałość, wówczas być może wyjaśnia to sprzyjające okoliczności środowiskowe, które ustawicznie służą wywoływaniu zmiany ewolucyjnej. Gdy niewielkie nowe umiejętności, niewielkie fizyczne wahania lub niewielkie zdolności zachowaniowe wyrażone zostaną poprzez losowe mutacje/wariacje, wówczas właściwy, istotny aspekt Natury sprawi, że ułamek tych wariacji zostanie wyselekcjonowany na drodze korzyści reprodukcyjnych (naturalnie istotny aspekt Natury zapewnia również wyłonienie DNA, od którego zależy życie i jego ewolucja). Kluczowym słowem jest tutaj "zapewnia", oznacza to, że Natura jest dosłownie zdeterminowana by wyrażać życie i jego ewolucję. Co z kolei oznacza, że żyjące środowisko, jako kontekst, zawsze służy nadawaniu sensu pewnym wariantom, a zatem wykształca sensowne zmiany wewnątrz każdej puli genowej. Ponieważ Natura reprezentuje znaczący i uporządkowany system kontekstowy (jest skonfigurowana inteligentnie) zatem wydarzenia ewolucyjne mogą się rozwijać w odpowiedzi na ten kontekst znaczeniowy. Co więcej, samo drzewo życia wykiełkowało zgodnie z tym znamiennie przewidzianym kontekstem. Znaczenie kontekstuAby w pełni rozgryźć bardzo istotne pojęcie inteligentnego kontekstu rozważ tę oklepaną historię małpy przy maszynie do pisania. Wyobraźmy sobie tę małpę gorączkowo piszącą na oślep przez wieki wieków, tworzącą przez większość czasu brednie. W końcu widzimy jak, przez czysty przypadek, małpie udało się napisać jakiś Shakespeare'owski sonet lub przynajmniej konkretną sentencję (w takim wypadku każdy wyszczerzony uśmiech małpy staje się nagle trafny). Z nonsensów plecącej małpy zupełnie nie zyskujemy znaczenia. Bynajmniej. Po pierwsze, mamy dwa układy znaczeniowe od których zaczynamy, tj. małpę oraz maszynę do pisania. Po drugie, i co ważniejsze, kontekstem nadającym znaczenie pisanym odzewom małpy jest ludzka psychika. Nie oznacza to, że otrzymujemy znaczenie z niczego, lecz że znaczenie obecne było a priori w układzie małpa/maszyna/my-jako-obserwator. To właśnie to znaczenie a priori - w formie inteligentnego i cierpliwego obserwatora - służy uwydatnieniu tego niewielkiego ułamka zapisanej reakcji małpy, który ma sens. Jeśli nie ma kontekstu znaczeniowego otaczającego małpę i jej pisaną wytwórczość (tj. brak obecności inteligentnego obserwatora), wówczas nie będzie zrodzone żadne znaczenie i stąd nic z tego, co zapisze małpa nigdy nie będzie miało żadnego sensu. To samo obowiązuje oczywiście dla ewolucji. Jeśli Natura nie byłaby już sensownie skonfigurowanym systemem, jeśli Natura nie byłaby wysoce zorganizowana pod względem swych praw i swych prawowitych logicznych relacji, wówczas organizmy i struktury wypisane dużymi literami DNA nie miałyby żadnego sensu. To, że ustanawiają tak zdrowy rozsądek i to, że coraz więcej i więcej sensu może być stanowione poprzez ewolucję organiczną, ukazuje inteligentny kontekst dostarczany a priori przez Naturę. Jeśli czytelnik może to zrozumieć, wtedy ewidentne staje się pojęcie Naturalnej Inteligencji - najinteligentniejszej własności Natury - i zmienia się wszystko, co uznajemy za oczywiste. Ponieważ bardziej rozwinięte formy życia są generalnie bardziej zorganizowane w swej strukturze, i ponieważ DNA podobnie zwiększa ich informacyjną zawartość w miarę rozwoju życia w złożoności, wówczas środowisko Wszechświata wraz ze środowiskiem biosfery mogą być postrzegane jako sensowne i kontekstowe bodźce, które kierują ewolucję do tworzenia coraz większej ilości zorganizowanych i zintegrowanych form. To musiało się zdarzyć. Natura jest przepojona znaczeniem i jest zakodowana tak by nadawać sobie sens. Sens ten manifestuje się w organizmach wykutych przez ewolucję i w ewolucyjnym natarciu na coraz większą złożoność i integrację informacyjną. Świadomość środowiskowaChciałbym zauważyć, że nie sugeruję, iż liczebność form życiowych, jaką postrzegamy w Naturze musiała powstać poprzez ewolucję jakby każdy pojedynczy gatunek był zaprogramowany do wyłonienia. Raczej jest tak, że bardziej zintegrowane formy życia wyłoniły się ze względu na przyrodzoną właściwość Natury. Ta przyrodzona właściwość Natury (tj. Naturalna Inteligencja) jest jej nieustającą zdolnością kontekstową do wybieranie bardziej zorganizowanych form biologicznych, fakt, który jest niestety uznawany za pewnik przez większość myślicieli ewolucyjnych. Innymi słowy, zazwyczaj nie jest po prostu zauważane jak dużą rolę odgrywa Natura/środowisko w procesie ewolucyjnym. Nie musiało tak z pewnością być, gdyż możemy wyobrazić sobie stan wydarzeń, w którym Natura nie sprzyja ustawicznie ewolucji złożoności - w ten sam sposób, w jaki możemy wyobrazić sobie małpę piszącą przez wieczność na maszynie do pisania przenigdy nie napisawszy niczego z sensem, ponieważ nie ma dostępnego kontekstu, który uwydatniłby jakikolwiek sens. Wydaje się jednak, że Natura zorganizowana jest w sposób, który domaga się dosłownie by pojawił się rzeczywisty rodzaj samo stymulacji, w którym informacja - w tym wypadku w formie genotypów - kontynuuje organizowanie się stosownie do nieustannego kontekstowego sprzężenia zwrotnego z otoczenia, tj. łączny system oddziaływujących na siebie organizmów i otoczenia oddziałuje na siebie sprzężeniem zwrotnym i wywołuje jeszcze więcej ewolucyjnego postępu. W ten sposób nowe organizmy mogą ustawicznie ewoluować, ponieważ naturalne środowisko, które je otacza jest w stanie działać jako kontekst, który uwydatnia ich dostrzegalną strukturę. Organizmy mogą być selektywnie rozwijane poprzez nadawanie sensu w świetle wrażliwości Natury. Punktem do zapamiętania jest to, że by uzyskać dalsze formy sensu i znaczenia wymagane są wyraźnie sens i znaczenie takiego czy innego rodzaju. Jedynie znaczenie może zrodzić znaczenie, jedynie inteligencja może zrodzić inteligencję. Ponownie, oznacza to, że Natura jest pełna a priori wrażliwości i sensowności (niektóre z tych właściwości zostały omówione w poprzednich rozdziałach, gdzie zostały określone jako Uniwersalistyczne Oprogramowanie). Weźmy kolejny przykład, jeśli pomyślimy o niezwykle gwałtownej ewolucji ludzkiego mózgu, wówczas każdy stopniowy wzrost rozmiaru (otrzymywany przypuszczalnie poprzez mutację/wariację) musiał napotkać wiele specyficznych faktów środowiskowych, które natychmiast uwydatniły te nieznaczne wzrosty zdolności tak, że została osiągnięta przewaga reprodukcyjna. Dlatego każda mutacja w rozmiarze mózgu hominidów posilała się kontekstowym zestawem warunków środowiskowych tak, by jej nowa zdolność miała przewagę nad hominidami z mózgami niezmutowanymi. Innymi słowy, Natura była zdolna nadawać sens, lub uwydatniać wrażliwość tych mutacyjnych/wariacyjnych zmian w mózgu hominida. Jeśli tak nie było wówczas trudno sobie wyobrazić, dlaczego tak wiele małych zmian w rozmiarze mózgu zostało tak gwałtownie wybrane przez środowisko. Można założyć, że ten rodzaj zdolności mózgowej, jaką my ludzie posiadamy jest bardzo uporządkowanym przystosowaniem do życia w świecie. W istocie, jeśli coraz więcej wyrafinowanych metod nadawania sensu będzie surowcem i dziełem doboru naturalnego, wówczas świadomość i język będą zdolnościami, które niemal z pewnością musiały gdzieś i jakoś wyewoluować, gdyż są one zdolnościami, które pozwalają stworzyć ze środowiska zdrowy rozsądek na zasadzie chwila za chwilą. A jedyny powód, z którego były w stanie wyewoluować świadomość i język, jedyny sposób w jaki zdolne są nadawać sens, istnieje, ponieważ Natura jest już sensowna i może być stanowiona z sensem. Najbardziej jest to widoczne podczas myślenia o języku. Rzeczowniki, przymiotniki oraz czasowniki istnieją w Naturze - na przykład stare liście opadają z gracją na ziemię. Język jaki posiadamy odzwierciedla jedynie logiczną, lingwistyczną właściwość Natury. Oznacza to, w istocie, że Natura jest, i była, zawsze sensowna, sensowność ta, lub Naturalna Inteligencja, nastaje by odbić się niejako w organizmach pod równie inteligentnym "kątem" bio-logiczny. To do czego naprawdę zmierzam, to że ewolucja musi być rozumiana jako pojedynczy system zaprogramowanej inteligencji, która sprzęga się zwrotnie ze sobą, stymulując się do postępującego działania i postępującej syntezy znaczenia. Trochę jak zagniatanie ciasta na chleb. Ciasto odpowiada DNA i organizmom, akcja zagniatania, kontekstowemu wpływowi środowiska lub Natury na napędzanie ewolucji. Poprzez ewolucję, znaczenie wyrażane jest w języku DNA, który precyzyjnie buduje te struktury, organy oraz zachowania, które mają sens przy "zagniataniu" kontekstu Natury (jak płuca, wątroba, struktura kostna, wrażliwość na światło, błony półprzepuszczalne, etc). Dla ewolucji decydujące są nie tylko różnice genomu i mutacje genetyczne, lecz kluczową rolę musi odgrywać również inteligentna konfiguracja Natury - jeśli nie rolę główną - we wspieraniu korzystnego potencjału niewielkiego ułamka mutantów/odmian, których odmienione geny nie są szkodliwe. Ostatecznie, układy nerwowe i mózgi obdarzone świadomością miały przeznaczone wyłonić się gdzieś na linii ewolucyjnej. Linii tej i naszemu gatunkowi Homo sapiens zdarzyło się być linią naczelną. Ukryta informacja, ukryty celZatem w efekcie, środowisko jest po prostu w takiej mierze procesem ewolucyjnym w jakiej są aktywizowane organizmy. Oznacza to, że Gaja jest samostymulującym się systemem informacyjnym zdolnym ustanawiać wysoce zintegrowane formy informacji (organizmy), ponieważ cała informacja potrzebna dla tego procesu została wpisana w poprzednie stany systemu gajańskiego. Ponownie, jeśli myślimy o Gai w kategoriach systemu przetwarzającego informację, wówczas został on wyraźnie nastawiony na zadziwiająco twórczą wydajność, która wyłoniła się na przestrzeni czasu. Z perspektywy czasu, zdajemy sobie sprawę, że każda istota wokół nas i każdy organ lub zdolność zachowaniowa, o której staramy się myśleć, została wpisana lub wkodowana w pradawnych warunki Ziemi. Każda forma życia, wliczając świadomego Homo sapiens, była ukryta w organicznej chemii Ziemi (lub w chemii międzygwiezdnej), tak jak organy budujące ciała ukryte są w DNA płodnej komórki jajowej. I tak jak kompletnie funkcjonująca ludzka istota jest ukryta w języku ludzkiego genomu, taki też jest proces, zwany ewolucją, wpisany jako immanentna zdolność, w cały zakres warunków tu na Ziemi w odległej przeszłości. A samo wyłonienie ziemskich warunków było wpisane w cały Wszechświat. Tak oto Natura zakodowana jest praktycznie przy pomocy wszelkiej niezbędnej informacji by wzbudzić życie, jego ewolucję, i późniejsze wyłonienie się świadomości w pewnej postaci. Taki wysublimowany stan wydarzeń może być rozumiany jako odzwierciedlający wrodzoną i inteligentną zdolność Natury, mianowicie jako Naturalną Inteligencję. Dlatego Naturalna Inteligencja może być zdefiniowana formalnie jako kontekstualno pochodna właściwość Natury, która jest najwyraźniej wyrażona poprzez ewolucję i organizmy, które ewolucja wytwarza. Czysta moc Naturalnej InteligencjiJak długo Natura ustanowiona jest tak, by występowały ustawiczne mutacje i zmiany w replikacji DNA, i jak długo ułamek mutacji jest preferowany przez pewne konfiguracje okoliczności w pewnym czasie, tak długo jest to wszystkim co jest naprawdę ważne. Przypomina to wyczerpującą próbę poszukiwania rozwiązania problemu, metoda awaryjna w końcu gwarantująca działanie. Chociaż wypróbowywane są wszystkie możliwości, jedynie jedna lub kilka zyska grunt. W rzeczywistości, może to być samo sedno selekcji naturalnej i ewolucji. Pewność, że takie dogłębne sposoby podejścia do poszukiwania zawsze działają i zawsze wydają wyniki jest przejawiona w popularnonaukowych algorytmach genetycznych. Lubiane przez braterstwo Sztucznego Życia i Sztucznej inteligencji, algorytmy genetyczne są procedurami obliczeniowymi wykorzystywanymi do opracowywania zręcznych programów, których ludzie nie spodziewają się sami napisać i zaprojektować. Zaczynasz z bogactwem programów próbnych (zmiennych binarnych) napisanych by ustanowić pewien wynik, uruchamiasz je na komputerze w swego rodzaju zarządzanych programowo próbach, w których ich powodzenie może być mierzone podług pewnych kryteriów, po czym reprodukujesz z najbardziej udanego z programów. Powtarzane miliony razy na szybkim komputerze, algorytmy genetyczne owocują w końcu bardzo zręcznymi programami, programami, które dosłownie skupiły się na nadawaniu sensu swemu skonfigurowanemu wcześniej środowisku obliczeniowemu. W wirtualnym środowisku zainstalowanym w komputerze, tak długo jak istnieje jakiś sens do nadania, algorytmy genetyczne zapewnią, że rozwiną się programy zdolne odzwierciedlić ten sens. Lekcją takiej dogłębnej opcji poszukiwania dla budowania inteligentnych struktur jest to, że ewolucja działa. Reprezentuje prosty imponujący proces zdolny do plonowania, a w końcu, zmyślne rzeczy (w rzeczywistości, ewolucja nie jest dogłębna w sensie absolutnym, gdyż buduje się na każdym sukcesie, poruszając się krok za krokiem w kierunku bardziej rozwiniętych form). Jednakże, najważniejsza lekcja jest taka: Jedyny sposób w jaki mogą zajść takie zdarzenia ewolucyjne - czy to w komputerze czy w biosferze - to wtedy gdy cały system jest na początku nasycony znaczeniem i wrażliwością. To dokładnie ten oczywisty wpływ kontekstowy, pozwala wybrać sensowne zjawisko. To oczywiście, ta bardzo oczywistościowa właściwość kontekstowa Natury tak zaintrygowała Einstein'a. Wówczas życie i jego autokatalityczna ewolucja, mogą być postrzegane jako przejaw ogromnej inteligencji, która chcąc nie chcąc, wzniosła formy zintegrowanej informacji do poziomu, który widzimy dzisiaj w otaczającym nas świecie. Aby tak się stało, stale wymagane są czynniki wywołujące mutację (mutageny w rodzaju promieniowania kosmicznego, które są "przydatne" w dłuższej perspektywie) jak również dogodnie plastyczny DNA, a także postrzegalne środowisko zdolne do ustawicznego gwarantowania, że drobna część mutacji, które powstaną będą wspierane ze względu na ich umiejętność dopasowania do sensownego kontekstu, który je otacza. Jeszcze raz, najszczęśliwsze jest to, że Uniwersalistyczne Obliczenie spełnia wszystkie te wymagania. Mimo że te przypadkowe czynniki twórcze są powszechnie uważane za nie warte namysłu "brutalne fakty" Natury, mogą być również interpretowane jako dowody na obecność Naturalnej Inteligencji w całej kontekstowej tkance wszechświata. Inteligentny rozwijalny potencjałTo, że pewna forma wysoce zorganizowanego życia na bazie węgla była zawsze gotowa wyłonić się ze Wszechświata jest faktem niezwykłym, którego nie widziałem udokumentowanego bardziej szczegółowo nigdzie indziej (jednakże kompleksowy naukowiec Stuart Kauffman z Santa Fe, którego książka z 1995 roku "At Home in the Universe" nad podziw uwydatnia samoorganizujący się i niosący życie potencjał chemii molekularnej, potencjał, który wyjaśniłbym powołując się na Naturalną Inteligencję). Poczyniłem raz uwagę filozofowi uniwersyteckiemu o tym immanentnym aspekcie życia. Tak więc, ten akademicki jegomość trochę to przemyślał, oświadczając, że rzeczy, które ludzie wymyślają tak samo są utajone w "materii" jak życie, i że się tym nie zachwycamy. Nie byłem wtedy w stanie zareplikować na jego nierozważne lekceważenie. Jednakże teraz, jasnym zdaje się, że jego imponująca pensja była w tym momencie niezasłużona, ponieważ większość naszych wynalazków oparta jest na zasadach już wyrażonych przez Naturalną Inteligencję. Samoloty były poprzedzone naturalnym lotem ptaków. Elektroniczna łączność była poprzedzona naturalną elektrochemiczną łącznością występującą w układach nerwowych. Technologia sonaru była poprzedzona naturalną echolokacją nietoperzy. Technologia energii słonecznej była poprzedzona naturalną fotosyntezą. Generatory mocy atomowej były poprzedzone gwiazdami. Komputery przetwarzające informację były poprzedzone naturalnymi układami przetwarzającymi informację, z których zbudowany jest Wszechświat. W rzeczywistości, gdyby natura nie zapewniła nam powyższych przykładów, wówczas może nigdy nie zostalibyśmy skłonieni do wynalezienia naszych technologicznych odpowiedników (z pewnością nikt nigdy nie pojąłby latania gdyby nie było namacalnej obecności ptaków lub owadów latających). Naturalna Inteligencja nie tylko nauczyła nas wszystkiego, co wiemy, sam proces ewolucyjny jest manifestacją tej inteligencji przy pracy. To czego jesteśmy świadkami tu na ziemi, jest wobec tego powstającą zdolnością konstrukcyjną Natury, procesem całkowicie zdeterminowanym przez sposób w jaki skonfigurowana jest kontekstowo Natura. Ewolucja życia jest bez dwóch zdań niezwykłą obietnicą wplecioną w Naturę i, z czasem, przez Naturę rozplanowaną i dostarczoną. Czy jesteśmy inteligentniejsi niż NaturaPomimo powyższego rozumowania, pojęcie, iż Natura reprezentuje samoreagującą inteligencję pracującą na ogromnych skalach czasu jest pomysłem, który przez wielu z was, jestem pewien, będzie prawdopodobnie trudny do przełknięcia (chyba że przełknięty z dawką psilocybiny!). Powiedzmy jednak, że stwierdzenie, iż ewolucja nie jest inteligentnym procesem jest ocenieniem procesu, który doprowadził do powstania tego twierdzenia jako mniej inteligentnego niż sami jesteśmy. Innymi słowy, ponad trzy i pół miliardoletni proces ewolucyjny poradził sobie z utworzeniem świadomej ludzkiej inteligencji (zdolność ludzkiej kory), która następnie zaprzecza, że ten ewolucyjny proces sam jest inteligentny. Pomyśl o tym. Czy nieinteligentny proces naprawdę skutkuje dogłębną inteligencją? Czy genetyczny algorytm rozpuszczony w wirtualnym środowisku dostarczy porządnych programów bez wcześniejszego zapewnienia, że wirtualne środowisko będzie specyficznie zaprojektowane by to ułatwić? Lub, czy jedna z gier Życia Conway'a mogłaby zrodzić wirtualny komputer zdolny do przedstawienia sztucznej inteligencji bez jej uprzedniego nastawienia w inteligentny sposób? Czy naprawdę możemy wyjaśnić całość i wszystko bez uciekania się do powoływania inteligentnych kontekstów? Najwyraźniej neodarwiniści twierdzą, że proces ewolucyjny nie jest inteligentny. Mimo że życie jest niewątpliwie bardziej złożone, zorganizowane, zintegrowane, i "naturalniej inteligentne" niż możemy to ewentualnie pojąć. W rzeczywistości, wytworzyło nasz gatunek, który może docenić ten fakt. Nauka, zwłaszcza biologiczna i genetyczna, wciąż stara się ogarnąć wyszukaną złożoność układów żyjących, i oddaje to hołd inteligencji, która zarówno wywołała życie, i przyrodzona jest wszystkim żywym organizmom od bakterii do borsuków i myszołowów. Dobór naturalny niewątpliwie się dzieje, lecz to jak zinterpretujemy znaczenie "naturalnego" nie koniecznie jest przesądzoną konkluzją. Sugerowanie, że dobór naturalny jest manifestem metodologicznej intencji Naturalnej Inteligencji jest zaledwie nowym sposobem ujęcia i ocenienia rzeczywistości ewolucji w świetle rozważań kontekstowych. Czy skradliśmy chwałę Natury?Odkrycia naukowe czy to w biologii, chemii, neuropsychologii czy fizyce niezmiennie wskazują na inteligencję Natury. W rzeczy samej, na odkrywaniu zrozumiałości procesu rzeczywistości zbudowany jest cały gmach nauki. Każdy dział nauki uniwersyteckiej w każdym mieście świata zawdzięcza swe istnienie inteligencji Natury - inteligencji, którą nauka zaledwie odzwierciedla. Prawie każdy badacz naukowy, prawie każdy doktorant, żegluje po morzu przystępnej wiedzy stanowionej przez Naturę. Czy to podziwianie genetyka, długich na milę, replikujących się, zwartych nici DNA, oczarowanie botanika orchideami naśladującymi pszczołę, czy entomologa zafascynowanego koloniami mrówek kultywujących grzyby - wszystkie są wplątane w magię tkaną miliardy lat przez Naturalną Inteligencję. Podobnie, prawie każda dostępna książka naukowa zawdzięcza swe istnienie zrozumiałości Natury. Dlatego nauka jest rozumiana jako próba odzwierciedlenia lub odbicia inteligencji Natury w formie słownej. A jednak niezależnie od tego, jaki aspekt Natury staramy się zbadać, czy będzie to misterna struktura pojedynczej komórki, skomplikowany chwytacz muchołówki, lub wrażliwy mechanizm równowagi ucha wewnętrznego, nauka jest zawsze zobowiązana do wytłumaczenia takich zjawisk będących niczym więcej jak końcowymi produktami naturalnego lecz bezcelowego procesu, procesu, który okazuje się być niezwykle konstruktywny, i który po prostu dzieje się na skutek kontekstowych praw Natury, będących po prostu z rodzaju umożliwiającego rozwój interesujących wydarzeń ewolucyjnych w pewnym czasie i w pewnym miejscu. Rzeczy po prostu zdarzają się w ten sposób. I szczęśliwą rzeczą jest również to, że jeśli Natura nie posiadałaby zrozumiałych i sensownych kontekstowych właściwości, wówczas naukowcy byli by bez pracy i bez życia. Jednak nie ma znaczenia to, co nauka napotyka w swych poszukiwaniach, bez względu na to jak inteligentne jest jakieś zwierzę, roślina, lub proces biologiczny, zawsze może zostać zredukowane do "zwykłego" aspektu selekcji naturalnej, gdzie "naturalny" oznacza jedynie "sposób w jaki dzieją się rzeczy". Gdybyśmy odkryli, powiedzmy, jakąś nową roślinę, która wydaje masywny owoc, z którego wystrzela organiczna maszyna latająca wraz z kierownicą i wygodnym siedzeniem, wówczas stałyby się prawdopodobnie dwie rzeczy. Po pierwsze, naukowcy natychmiast wyjaśniliby maszynę terminami "zwykłej" selekcji naturalnej, wnioskując, że taki owoc był potencjalnie korzystną adaptacją. I po drugie, maszyny zostałyby zajęte przez ludzi i wykorzystane aż po rękojeść bez zastanowienia co do natury procesu, który do nich doprowadził. W krótkim czasie, zarówno naukowcy jak i zwykła społeczność całkowicie by się przyzwyczaili do tego nowego użytecznego tworu Natury. Stałby się jeszcze jednym "zwykłym" wydarzeniem świata naturalnego. Wyobrażony powyżej stan rzeczy parodiuje często niefrasobliwą postawę społeczności naukowej względem procesów kreatywnych demonstrowanych przez świat naturalny. Wszystkie organizmy, nie ważne jak złożone, nie ważne jak dopracowane i wyrafinowane, nie ważne jak dobrze przystosowane, są "jedynie" produktami ślepego procesu, który zdaje się jedynie wytwarzać inteligentne i stabilne struktury na przestrzeni rozległych okresów czasu. Mózgi z pewnością przeprowadzają inteligentnie napędzane procesy, ale nie Natura jak nam powiedziano. Lecz, jak stale wskazuję, dobór naturalny rzeczywiście jest procesem, i jako że jest najbardziej wydajnym i skutecznym procesem pozyskującym informację, jaki znamy, to może być interpretowany jako będący przejawem inteligencji. Być może to Natura powinna być nagradzana nagrodami Nobla a nie naukowcy, którzy odkrywają mechanizmy i ścieżki jej inteligencji. Jeśli naukowiec zaczyna szczegółową dyskusję o podwójnej spirali struktury DNA, wówczas możemy być zaskoczeni jej lub jego uchwyceniem przedmiotu sprawy. Powiedzielibyśmy, że ona lub on jest kimś bardzo inteligentnym, kto rozumie zawiłości DNA, zasługując być może na znakomity szacunek i podziw. Mimo że on lub ona w rzeczywistości zaledwie odzwierciedla inteligencję Natury. Tak więc to odkrycia nauki powinny być opisywane z hojnym zraszaniem popularnym przymiotnikiem "zwykły", a nie faktyczne procesy, które nauka dokumentuje. Natura jest najinteligentniejsza, i to my "zaledwie" odzwierciedlamy ten fakt. Podobnie, strasznie grube podręczniki wyszczególniają fizyczne i matematyczne procesy leżące u podstaw zjawisk kosmologicznych takich jak formowanie gwiazd i supernowych. Ponownie, zgrabne równania i tak dalej, które dokładnie określają te zjawiska, są w rzeczywistości napisane przez Naturę. Rozważ również tekst w książce oprawionej w skórę traktującej o wysoce zorganizowanej mikrostrukturze papieru i skóry - zintegrowanych i matematycznie dokładnych atomowych konfiguracji węgla i innych składników organicznych, z których składa się skóra i papier. Potrzebowałbyś pewnie wysoce wyrafinowanej inteligencji by naprawdę zrozumieć taką książkę. Lecz oczywiście sama książka (dokładnie papier i skóra) bardziej reprezentuje skonstruowane inteligentnie jednostki informacji niż tekst, który zawiera. Nauka służy jedynie do odzwierciedlenia inteligentnych struktur będących już "tam" w rzeczywistości. Żywy dowód na Naturalną Inteligencję znajduje się wszędzie wokół i wewnątrz nas. Nasze ciała są z niej uprzędzone. Tekst znajdujący się w książce biologicznej wyszczególniający fantastyczną "mądrość wewnętrzną" skonstruowaną biologicznie, powiedzmy, systemu odpornościowego, jest zaledwie odzwierciedleniem systemu formalnego, który zwiemy biologią w formalnym systemie słów. Obie formy są zrozumiałe. A cechą charakterystyczną układów inteligentnych jest właśnie ich zrozumiałość. Co oznacza, że zarówno układy biologiczne i ich ewolucja mogą być uważane za przejaw Naturalnej Inteligencji. Dlatego, hubrystyczny program SETI z NASA, w którym w przestrzeń kosmiczną wysyłany jest informacyjny lament, wskazuje na wyraźny brak bliższego przyjrzenia się samemu życiu organicznemu, gdyż to Gaja i Natura w swej całkowitości są wysoce zaawansowaną inteligencją, której zlokalizowaniem jesteśmy gorąco zainteresowani. Ah, lecz czy natura może przejść test IQ?Jeśli trudno jest zaakceptować, że Natura jest inteligentna wówczas być może przedstawia to zbyt ograniczony punkt widzenia na to czym jest to co ustanawia inteligencję. Nie daj się oszukać myśleniem, że inteligencja jest czymś do zmierzenia wyłącznie przez testy IQ. Są to jedynie inwencje psychologów przeznaczone do wyznaczenia specyficznych aspektów inteligencji. W najściślejszym tego słowa znaczeniu, inteligencja oznacza zdolność do rozumienia. Lecz definicja taka oznacza również zdolność do wzrostu informacji tak, że zmniejszana jest niewiadoma. Jeśli stosujesz inteligencję możesz rozpracowywać rzeczy i zwiększać swój wewnętrzny stan wiedzy/informacji. Procesy inteligentne sprzyjają integracji większej ilości informacji. Rozważ następujące określenie inteligencji przez neurofilozofa P.M.Churchland'a: "System posiada inteligencję tylko w przypadku gdy użytkuje informację, którą już zawiera, i przepływa przez niego energia (obejmuje to przepływ energii przez jego narządy zmysłów), w taki sposób by zwiększyć informację jaką zawiera. Taki system może się uczyć, i zdaje się to centralnym elementem inteligencji." Jak stale utrzymuję, ewolucja jest dokładnie procesem zyskującym informację i może być to uważane za postać naturalnej nauki. Gdy w Gai narasta informacja, zmniejsza się niewiadoma, wynikiem są specyficzne organizmy ze specyficznymi zdolnościami i specyficznymi relacjami względem środowiska. Naturalna Inteligencja nauczyła wyrażać się poprzez język DNA, nauczyła się wykorzystywać energię słoneczną poprzez fotosyntezę, nauczyła się latać dzięki skrzydłom, nauczyła się oddychać, spać, śnić, myśleć, komunikować, rozmnażać, przetwarzać, i tak dalej. Dlatego ewolucja żywych organizmów przedstawia proces naturalnego uczenia wpisany w DNA, i wyłaniający się w odpowiedzi na kontekst środowiskowy służący wywołaniu uczenia. Ostatecznie, mogłoby się okazać, że w interesie Natury jest nadać sobie sens, ludzka kora mózgowa reprezentuje szczególnie udaną i skoncentrowaną metodę takiego działania. Naturalna Inteligencja jest wszędzieMimo, że Naturalna Inteligencja staje się oczywista wszędzie gdzie spojrzymy w normalnym świecie, współczesna wersja Homo sapiens zdaje się tego nie zauważać. Jeśli, powiedzmy, odważymy się pójść na pustynię i natkniemy się na jakąś dziwną terkoczącą maszynę napędzaną energią słoneczną, która przerabia piasek na płytki obwodów drukowanych, tak że może się, powiedzmy powielać, wówczas z pewnością zauważymy i wywnioskujemy, że maszyna została zaprojektowana przez inteligencję. Jeśli jednak natkniemy się później na wytrzymały kaktus po cichu przetwarzający światło słoneczne na użyteczną energię i ostatecznie wyrafinowane organy reprodukcyjne, które inteligentnie angażują owady do przenoszenia ich pyłku, wówczas natychmiast wnioskujemy, że jest "jedynie" projektem doboru naturalnego a nie inteligencji. Bez wątpienia moglibyśmy prawdopodobnie przejść nad kaktusem i powrócić do pozornie bardziej interesującej artefaktycznej maszyny. Do dziś, nauka uparcie odmawia utożsamienia procesu selekcji naturalnej z inteligentnym przetwarzaniem informacji, pomimo faktu, że najbardziej złożonymi rzeczami jakie znamy są żywe organizmy. Przypomnijmy Mr Von Neumann'a. Był uznawany za bardzo inteligentnego człowieka, ukazał między innymi, że można w zasadzie zbudować samoreplikujące maszyny. Sam Von Neumann był maszyną replikującą, aczkolwiek organicznego rodzaju. Dlaczego jego powinno się uznawać za inteligentnego, a procesu, który go wytworzył już nie? Biorąc pod uwagę fakt, że tak jak my, Von Neumann był zbudowany z miliardów komórek ściśle wplecionych w zorkiestrowany triumf inżynierii organicznej, stanowisko dla Naturalnej Inteligencji staje się jeszcze bardziej widoczne. Nic co zrobił Von Neumann nie mogło dorównywać geniuszowi samej ewolucji. Jedynie ludzkie ego może temu zaprzeczyć. A przecież samo ludzkie ego jest w jakiś sposób zależne od istnienia ludzkiej kory. A wiemy już jak znakomicie zaprojektowana jest kora. Rozważmy również odrobinę dokładniej fotosyntezę, ucieleśnioną w zielonej powłoczce okrywającej Ziemię. Bez tej zbagatelizowanej biomolekularnej magii (która nie została jeszcze odzwierciedlona technologicznie w rentownie opłacalny globalny sposób) w ogóle nie byłoby życia, ponieważ wszelkie życie opiera się na tym nadinteligentnym procesie. Mimo to łatwo uruchomić grę wyobraźni i hipotezować rzeczywistość, w której związki organiczne w żaden sposób nie mogą formować się w staranne, wykorzystujące energię organizmy negentropiczne. Gdyż życie by kwitnąć musi być jako immanentna zdolność zawarte w samej chemii organicznej, a kontekst Wszechświata jako całości musi sprzyjać wywoływaniu takiej zdolności aż po powstawanie słońc, które ostatecznie przechodzą w super nowe. W skrócie, uważam, że ważne jest dla nas by zastanawiać się, dlaczego rzeczywistość jest tak podatna na proces ewolucji, tak jak ważne jest by pytać dlaczego Wszechświat w ogóle jest zrozumiały. Tradycyjny darwinizm nie może należycie odpowiedzieć na te pytania. Jak już wspomniano, może jedynie wzruszyć ramionami i stwierdzić z nonszalancją, że Natura po prostu się dzieje w ten sposób, że Natura ma, no cóż, szczęście lub jest fartowna - szczęście w sensie, że ostatecznie wprowadziła świadome mózgi zdolne uchwycić procesy, które doprowadziły do świadomych mózgów. Jednakże, jeśli wyobrazimy sobie ewolucję jako odzwierciedlenie Naturalnej Inteligencji, wówczas możemy podłączyć ten proces do pozostałych pomyślnych aspektów procesu rzeczywistości, który umożliwił interesującym rzeczom wydarzać się we Wszechświecie, i ostatecznie dostrzeżemy, że w głębi serca rzeczywistość jest inteligentnym procesem. Nie zapominaj, że nie sugeruję tu jakiegoś nowego procesu, sugeruję raczej, że ogólnie i w całości, Natura jest inteligentna i że inteligencja ta jest nieodłączną częścią rzeczywistości. Taki punkt, taki nowy kąt widzenia, poprzez który pojmiemy rzeczywistość, nie jest jedynie kwestią słów, służy raczej redefiniowaniu naszego miejsca w Naturze i ponownemu dostrzeżeniu wagi i znaczenia naszej świadomej egzystencji. Nienaturalna stronniczośćMyślę, że istnieją trzy główne powody, dla których ewolucja nie jest generalnie postrzegana jako proces inteligentny. Po pierwsze, inteligencja ma często konotacje ze świadomością, a wielu z nas bez wątpienia odkryje, że trudno przypisywać Naturze świadomość. Po drugie, ewolucja następuje w dość długich okresach czasu w przeciwieństwie do stosunkowo krótkich okresów czasu, w jakich działa ludzka inteligencja. Po trzecie, jesteśmy szalenie dumnym i aroganckim gatunkiem, który lubi sobie wyobrażać, że my sami jesteśmy najmądrzejszym stworzeniem na dwóch nogach. Inteligencja należy głównie do nas, a nie do bardziej abstrakcyjnych systemów, których jesteśmy częścią (przypuszczam, że pogląd ten połączony jest z ludzkim ego, do czego nawiązywałem wcześniej). Jednakże, inteligencja, rozumiana jako proces, nie koniecznie wymaga świadomości (przynajmniej nie tego rodzaju, jaki znamy), ani nie musi być ograniczona metodą oraz okresem w którym działa, i nie koniecznie powinna być ograniczona wyłącznie do mózgów. Jeśli inteligencja wiąże się z procesami zyskującymi informację i uczeniem się, wówczas ewolucja, wyraźnie jest Naturalną Inteligencją przy pracy. Życie, we wszelkiej swej różnorodnej organizmicznej świetności, nauczyło się żyć, dawać sobie radę, sprawować się i właściwie działać, w zasadniczo twardej rzeczywistości, choć mającej zgoła odpowiednią twardość by wzbudzić ewolucję. Jedyną realną różnicą między Naturalną Inteligencją a ludzką inteligencją jest różnica wielkości i czasu trwania efektu. Nauki redukcyjne nie dostrzegą Naturalnej Inteligencji, ponieważ nauki redukcyjne przypatrują się bytom odosobnionym i starają się szukać wyjaśnień ich istnienia na niższych poziomach. Dojrzeć Naturalną Inteligencję to rozpatrywać większe układy, których częścią są ich składowe. Takim większym układem jest cały Wszechświat, algorytmiczne tło zapewniające niezbędne, fizyczne i chemiczne warunki konieczne do rozbudzenia cyfrowego, obliczeniowego trybu, którym jest ewolucja. Tymi niezbędnymi warunkami są rzeczy takie jak dogodne formowanie i trwała obecność słońc stanowiących "darmowy lunch", ułatwione formowanie DNA z jego odpowiednio plastyczną i lingwistyczną naturą, nieustanna obecność czynników, które dogodnie skłaniają DNA do zmieniania się i mutowania, oraz dogodny nieodłączny charakter sprzężenia ekologicznych układów w genotypach. Jeśli myślimy w terminach gajańskich wówczas wyłania się Naturalna Inteligencja. Dlatego przełomowa spuścizna Darwina zawiera się w jego odkryciu formalnego celu Naturalnej Inteligencji. Zbyteczny lukier na Darwinowskim torcie?Można by zaprotestować temu, że wnioskowanie, iż ewolucja reprezentuje inteligentny proces to wprowadzanie do już wystarczającej teorii zbytecznego i ordynarnego bagażu tworzącego plotki. Innymi słowy, dlaczego wysnuwać wniosek Naturalnej Inteligencji, gdy stosowanie takiej terminologii nie jest absolutnie konieczne dla naszego rozumienia mechanizmów, jakimi przebiega ewolucja? Cóż, może to prawda, choć odmawianie doprecyzowania teorii ewolucji to narzucanie ograniczenia na nasze rozumienie, zwłaszcza jeśli chcemy całościowego i ostatecznie metafizycznego ujęcia Natury. Być może, dlatego było tak wiele prób pozbycia się teorii Darwina (na przykład teoria witalizmu), nie dlatego, że jest nieprawidłowa, ale ponieważ jest w niej jakiś brakujący element pojęciowy, element który może stosowniej uchwycić i docenić zdumiewającą moc ewolucji. Jak widzę, bez wnioskowania, że ewolucja jest inteligentna nie można dokładnie wyjaśnić dlaczego Natura zezwala i faktycznie sprzyja ewolucji. Tak jak powiedziałem, dlaczego chemia organiczna jest tak plastyczna wobec środowiska? Dlaczego pojawienie się kodującego DNA jest nieuniknione? Dlaczego pewne przeważające wpływy ustawicznie mutują geny uporządkowane w DNA? Dlaczego formy życiowe, składające się z wielokomórkowych działających organów są ukryte w chemii organicznej? Dlaczego wrażliwe wzorce świadomości nieuchronnie koncentrują się w układach nerwowych? Pytania trwają. Przypadkowo twórcze brutalne fakty narastają. Samoorganizacyjne właściwości Natury obfitują. Wszędzie dzieje się wyraźnie coś ważnego. Nadinteligentna złożoność organizmówPozwólcie ponownie powtórzyć po wcześniejszym ponownym powtórzeniu: Twe własne samonaprawiające się ciało, twój przenikliwy układ wzrokowy przetwarzający te słowa, twój autonomiczny układ oddechowy i autonomiczny układ trawienny; wszystkie są o wiele wytworniejsze niż jakikolwiek zrobiony przez człowieka komputer lub istniejące obecnie oprogramowanie (zwłaszcza gdy rozważa się w jaki sposób funkcje te są wintegrowane w ciasną i stabilną jedność). Być może jesteś zaznajomiony z jakąś ostatnią częścią oprogramowania Microsoft, jakimś programem wyrażonym kilkoma megabajtami kodu komputerowego. Przyznasz z pewnością, że kod ten jest wytworny. Ale zastanów się nad 700 megabajtami cyfrowego kodu DNA wpisanego w niemal każdą z twych wielu miliardów komórek ciała, a zdasz sobie sprawę, że programy ludzkiego pochodzenia bledną w obliczu tych napisanych przez Naturę. Odnośnie ewolucji ludzkiego organizmu i tego jak jeszcze pojmować tę nieodłączną zdumiewającą złożoność, oto co ma do powiedzenia T.S.Ray, znakomity ekspert od algorytmu genetycznego i Sztucznego Życia: "Uznaje się powszechnie, że ewolucja jest jedynym procesem z dowiedzioną zdolnością do wytwarzania inteligencji. O wiele mniej powszechnie się uznaje, że ewolucja również posiada dowiedzioną zdolność wytwarzania analogicznego oprogramowania o wielkiej złożoności. Czyniąc życie metaforą obliczeń, pomyślmy o genomie DNA jak o programie, a o każdej komórce organizmu pomyślmy jak o procesorze (CPU). Wielki, wielokomórkowy organizm, jak organizm człowieka zawiera tryliony komórek/procesorów. Program genetyczny zawiera miliardy nukleotydów/instrukcji." "W organizmie wielokomórkowym, komórki są zróżnicowane w wiele typów, takich jak komórki mózgowe, komórki mięśniowe, komórki wątrobowe, komórki nerkowe, etc. Wymienione typy komórek są faktycznie powszechnymi klasami rodzajów komórek, pośród których istnieje wiele podtypów. Jednakże, gdy wyszczególnimy podstawowe niepodzielne rodzaje, to co charakteryzuje rodzaj to zestaw genów, który go wyraża. Różne rodzaje komórek wyrażają różne kombinacje genów. W wielkim organizmie, będzie wielka ilość komórek większości rodzajów. Wszystkie komórki tego samego rodzaju wyrażają te same geny." "Komórki pojedynczego rodzaju mogą być traktowane jako wykazujące paralelizm rodzaju SIMD (SIMD = single instruction multiple data - wiele danych pojedynczej instrukcji - wszystkie procesory CPU wykonują to samo na swych danych, nawet jeśli dane dla każdego są różne), ponieważ wszystkie wykonują ten sam "program" wyrażając te same geny. Komórki różnych rodzajów wykazują paralelizm MIMD, gdyż wykonują różne kody wyrażając różne geny (MIMD = multiple instruction multiple data - wiele danych wielu instrukcji - procesory CPU mogą wykonywać różne kody lecz wszystkie są zorganizowane w kierunku wspólnego celu). W ten sposób, wielkie wielokomórkowe organizmy przejawiają paralelizm na astronomiczną skalę, łącząc zarówno paralelizm SIMD oraz MIMD w pięknie zintegrowaną całość. Z tych rozważań jasno wynika, że ewolucja posiada dowiedzioną zdolność generowania niezmiernie zbliżonego oprogramowania osadzonego w 'mokrym osprzęcie'". (wetware, por. hardware, gra słów - tłum.) Dobry argument wart zadziwienia. Choć nieco paradoksalnie, sugerowałbym, że jest tak dokładnie, ponieważ Natura jest tak bardzo, bardzo inteligentna, że tego nie przyznajemy. Procesy biologiczne, ogólnie mówiąc, są tak doskonałe w swym wykonaniu naturalnym, że nie udaje nam się zrozumieć jak dużej złożoności dotyczą (przypomnij sobie na przykład moje szczegółowe omówienie zdarzeń neuronowych). Dopiero, gdy biologii się nie uda, uświadamiamy sobie nagle jak inteligentna jest zazwyczaj w swym działaniu. Podobnie, gdyby komputery były zaprojektowane tak doskonale by ludzkość wykorzystywała je masowo przez tysiące lat bez pojedynczej awarii, by nie były potrzebne naprawy, wówczas szybko przestalibyśmy spostrzegać jak starannie zostały zaprojektowane. Całkowicie przyzwyczailibyśmy się do komputerów i brali je za pewnik bez myślenia o ich inteligentnie zaprojektowanej infrastrukturze. Jednakże, gdyby zaczęły się pojawiać awarie zdalibyśmy sobie nagle sprawę z ich zasadniczo obmyślonej funkcjonalności. Powracając do ludzkich procesów biologicznych, są one generalnie tak znakomite, że dbają o siebie. To znaczy, że Natura jest całkiem sprawnym operatorem. Większość z nas bezbłędnie staje się dorosłymi z dzieci, mimo że w tym morfologicznym wyczynie istnieją niezliczone nieprawdopodobnie wyrafinowane kroki, i że jest to twórczy przejaw tego, co nazywam Naturalną Inteligencją - naturalnego procesu, który jako część swej wytwórczości zrodził nas, istoty obdarzone świadomością, ponadto procesu, który działa na ogromnej połaci czasu. Ale tylko dlatego, że zdobywający informację ewolucyjny proces, doprowadzający do ciebie i mnie zajął miliardy lat nie oznacza, że proces nie jest inteligentny, jak byliśmy skłonni uważać. Wnioskowanie, że wysoka inteligencja istnieje jedynie w naszym gatunku to bycie ślepym zarówno na niesamowitą Naturalną Inteligencję, która ułatwiła ewolucję jak i na Naturalną Inteligencją urzeczywistnioną we wszystkich systemach biologicznych. Ponadto, ta nieludzka inteligencja rozciąga się na całą rzeczywistość, gdyż, jak widzieliśmy, Natura zawsze gotowa była "uprawiać" ostatecznie świadome drzewo życia. Dlatego cały metakontekst Natury jest przepełniony inteligencją. Ponownie doszliśmy do wyobrażenia Uniwersalistycznego Obliczenia (lub nawet kosmicznego nasiona), ponieważ wydaje się, że cała informacja potrzebna do skonstruowania słońc, planet, cząstek, aminokwasów, komórek, mikroorganizmów, roślin, zwierząt, oraz świadomych mózgów została wpisana w kontekstową tkankę Natury, do pewnego stopnia będąc uśpioną póki nie rozwiną się gdzieś odpowiednie warunki, w których informacja ta mogłaby być "odczytana". Jest to idea zapierająca dech w piersiach, i jeśli spowoduje małe tchnienie cudu będzie jednak niczym w porównaniu z podziwem generowanym przez enteogeny w rodzaju psilocybiny, podziwem, który jest silnie związany z konkretyzacjami naszego potencjalnego znaczenia w procesie rzeczywistości. W ten sposób Natura jawi się jako niewiarygodnie inteligentna jak również śmiertelna, i mogę zamknąć ten rozdział trafnym Einstein'owskim cytatem, odnoszącym się tym razem do czci odczuwanej przynajmniej przez niektórych naukowców względem Wszechświata, z którym się stykamy. Einstein otwarcie zauważa, że to uczucie: "...przybiera formę entuzjastycznego zdumienia harmonią prawa naturalnego, które ujawnia inteligencję o takiej wyższości, że w porównaniu z nią wszelkie systematyczne myślenie i działanie istot ludzkich jest całkowicie nieistotnym odzwierciedleniem." Prawie poparłem to uczucie. Ludzkie myślenie może nie być zupełnie "nieistotnym odzwierciedleniem". Bynajmniej. W istocie, przypuszczam, że jeśli wyczuwamy Naturalną Inteligencję, uznajemy ją, czujemy, wówczas dość dosłownie przedstawia to istotne odzwierciedlenie tej inteligencji. Co sugeruje, że takie urzeczywistnione w korze odzwierciedlenie posiada pewne funkcjonalne znaczenie, do pewnego stopnia rodzaj współczynnika samorealizacji Naturalnej Inteligencji. Zagadnienia te zgłębimy w następnym rozdziale. tłumaczenie: cjuchu | ||||||
![]() | ![]() | |||||
| ||||||
![]() | ![]() | |||||